„The Mallorca. Sięgając chmur” – majówka na Majorce.

I oto ruszamy, po raz kolejny niestety jedynie na parę dni. Znów na wariata, bo wyspa dosyć spora a czasu jeszcze mniej, niż ostatnio. Ale tylko głupcy myślą, że na wakacjach się wypoczywa 😉 Tym razem do składu dołączyły dwie nowe osoby – reszta ekipy niezmienna. Ale do sedna, planując ten wyjazd – jeszcze w lutym – szukaliśmy miejsca, które pozwoli nam uciec od zmiennej aury Wysp Brytyjskich – wówczas jeszcze nie wiedzieliśmy, że w 2018 roku padnie rekord temperatury podczas majówki. Tak, że znów stanęliśmy przed wyzwaniem wyboru miejsca, które zapewni nam przyjemny, ciepły wypoczynek w pierwszych dniach maja. Wybór padł na perłę Balearów – Majorkę. Tym samym kontynuujemy w roku 2018 eksplorację hiszpańskich wysp.

 

Przedmowa

Miało być ciepło, fajnie i przyjemnie ale i tym razem przy okazji majowego wypadu prognozy mówią że może być różnie. Ale kto, jak nie my?! Zatem ruszamy z przytupem, razem ale jednak osobno. My z gorącego aktualnie Peterborough a pozostała czwórka z Krakowa i to dzień wcześniej…

My niestety po raz kolejny zmuszeni jesteśmy spędzić na lotnisku całą noc – ponad 9h (sic!) – to wszystko dzięki świetnej komunikacji na linii P’boro ⇒ Stansted Airport
a dokładnie z powodu braku porannych kursów czy to pociągu, czy też autobusu.
W kwestii innego transportu na lotnisko to wypada nadmienić, że ludzie chętnie nas podrzucą swoim samochodem lecz taka przyjemność będzie nas kosztować co najmniej 40 funtów… Co to, to nie! W końcu wyjazd ma być w miarę możliwości niskobudżetowy 🙂

 

Gdzie, kiedy, jak i po co?

Zacznijmy tym razem od końca. A no po co? Po co?, dlaczego?, ktoś zapyta – czy nie mieliście siedzieć w Anglii i odkładać pieniądze na lepsze życie w Polsce? A no mieliśmy i tak robimy. Kto jednak był choćby przez chwilę na zarobkowej emigracji wie, że co jakiś czas dopada nas kryzys i pytania: czy warto?, po co to robię?, czy dobrze zrobiłem, że wyjechałem?, może już czas wracać? – wówczas z pomocą przychodzi taki właśnie wyjazd, by naładować baterie do wykonywania jeszcze cięższej pracy, by po powrocie znów mieć siłę, motywację by wstawać codziennie ze świadomością, że robię to dla lepszego jutra.
Podobnie jak przy wyjeździe na Fuerteventurę zdecydowaliśmy się na podróż na własną rękę. Czyli bilety na samolot i noclegi w hotelu kupowane osobno. Dodatkowo oczywiście wynajem samochodu, który zarezerwowaliśmy on-line około 3 tygodnie przed wyjazdem. Zarówno  my, jak i nasi znajomi zdecydowaliśmy się wybrać opcję ze zwrotną kaucją (1050 euro – ‘Clickrent’) ale za to koszty wynajmu około 3x tańsze, niż w opcji bez kaucji – wybór należy do Was 😉
Jak tytuł wskazuje nasz wypad odbył się w okresie tegorocznej majówki: nasi przyjaciele z Polski 6-13 a my niestety nieco krócej, bo jedynie 5 dni od 7. do 11. maja.
Następną zagwozdką był wybór miejsca noclegowego. Czy spokojne wschodnie wybrzeże, czy jednak górzyste, nieco mniej dostępne zachodnie, a może turystyczne wybrzeże północne? Nic z tych rzeczy, wybór padł na rozrywkowe południe, a dokładnie brytyjską ostoję – Magaluf. Później okazało się, że jeszcze większym wyzwaniem było znalezienie dobrego miejsca noclegowego, w przystępnej cenie. Każdy dzień zwłoki to wzrost cen średnio o parę/paręnaście euro dziennie! Zainspirowani wpisem na blogu: mamagerka.pl  chcieliśmy wybrać „HSM Sándalo Beach” lecz jeden dzień zwłoki spowodował, że ostatnie pokoje w dobrej cenie przepadły. Jednak nie ma tego złego, za poleceniem znajomych, którzy odwiedzili Majorkę w zeszłym roku zdecydowaliśmy się na „BH Mallorca” – hotel tylko dla dorosłych, mocno imprezowy klimat, tłumy młodych Brytyjczyków (i nie tylko), wypadów kawalerskich/panieńskich. Nudy nie ma, wieczorami wciąż bywa głośno ale bez przesady, trzy osobne strefy basenowe, super zjeżdżalnie, DJ gra cały dzień przy samym basenie, jedzenie dobre – w tej cenie zdecydowanie warto.

Parę ujęć z naszego hotelu 🙂

Dzień pierwszy, czas start! – Witamy w Magaluf

 

Lot poza tym, że musieliśmy czekać siedząc już w samolocie ponad godzinę na zgodę na start, przebiegł pomyślnie. Z lotniska udaliśmy się po odbiór samochodu. Nie posiadamy karty kredytowej (która jest wymagana przy wynajmie auta z kaucją) więc spróbowaliśmy z kartą debetowa, niestety tym razem się nie udało (na Fuercie przeszło) i jedyna opcja jaka nam została to dopłata 95 euro na miejscu. Jednak dzięki temu nie musieliśmy przejmować się uszkodzeniami samochodu. Coś, za coś, jak to mówią.

Na szczęście dalej było już tylko lepiej, pogoda po ostatnich paru dniach deszczu zaczęła się zmieniać na przeważnie słoneczną a hotel pomimo różnych opinii okazał się być naprawdę w porządku. W Internecie często można było znaleźć komentarze o głośnych Anglikach, nie dających w nocy spać, o słabej obsłudze, niedbałym sprzątaniu ale my musimy przyznać, że nie było tak źle. Duże pokoje, dobre jedzenie, dostępne w zasadzie przez cały dzień, usytuowany w odległości około 5-8 min spacerem od plaży.

Aby tradycji stało się zadość, zaraz po zakwaterowaniu w hotelu nadszedł czas, aby sprawdzić najbliższą plażę. Tutaj dodatkowa UWAGA: czytajcie dokładnie umowy/potwierdzenia rezerwacji. U nas gdzieś tam na końcu, niewielkim drukiem było napisane info o zwrotnej kaucji – 30 euro/osobę oraz o opłacie klimatycznej – 3 euro/osobę za dzień (obowiązuje bodajże od czerwca 2016 roku). Tak, że po sprawdzeniu pokoju i skosztowaniu napojów z baru 😉 ruszyliśmy na plażę, by sprawdzić, jak prezentuje się Morze Śródziemne w maju… No i o ile wizualnie jest bosko, nieziemsko, zjawiskowo, etc. o tyle w kwestii temperatury woda pozostawia wiele do życzenia. Do tego stopnia, że w pierwszy dzień zamoczyłem się jedynie po kolana. Po krótkim spacerze po wybrzeżu Magaluf od razu dało się zauważyć, że Ci, którzy szukają wrażeń, rozrywki znajdą ją tutaj bez trudu. Bar, salon gier, potem dyskoteka, sklepy z pamiątkami, restauracja, park rozrywki, i w zasadzie tak w kółko, gdzie nie spojrzeć, tam coś się dzieje. Ponadto rzeczywiście wszędzie wokół słychać rozbawionych obywateli Zjednoczonego Królestwa. Co ciekawe w wielu lokalach jako promotorzy stali – sądząc po ‘pięknym’ brytyjskim akcencie – rdzenni mieszkańcy Wysp Brytyjskich. Po tych pierwszych obserwacjach powróciliśmy do naszego hotelowego ‘zacisza’. I w ten oto sposób dzień pierwszy minął nam na testowaniu słońca i wody w przyhotelowym basenie, w towarzystwie rozbawionych rzesz Brytyjczyków.

Majorka 2018-18
w dzień na ulicach cisza i spokój…
Majorka 2018-9

Dzień drugi – pod Palma(mi) raj

Majorka 2018-171
oczywiście najpiękniejsza pogoda trafiła się podczas zwiedzania miasta…

Na kolejny dzień zaplanowaliśmy sobie wycieczkę do Palmy. Tak więc nie tracąc czasu wyruszyliśmy zaraz po śniadaniu. Już po parunastu minutach byliśmy na miejscu. Postanowiliśmy nie kombinować i zostawiliśmy auto na jednym z podziemnych parkingów (dosyć pozytywnie zaskoczyła nas cena, 3 centy za minutę). Sama stolica zrobiła na nas bardzo pozytywne wrażenie. Dało się wyraźnie odczuć klimat starego miasta, gdzie wokół wiele ludzi wiedzie normalne życie, jakoby nie zwracając uwagi na tłumy turystów przewalających się ulicami. Oprócz katedry, pięknych widoków, parków naszą uwagę zwrócił starszy Pan, który tworzył niesamowite dzieła przy użyciu pędzla i ‘paru’ niewinnie wyglądających ruchów ręki. Z racji, że na wyspie mieliśmy spędzić jedynie niecałe 5 dni zwiedzanie było raczej po macoszemu, głównie z zewnątrz, pieszo, gdzie nogi zaprowadzą.

Majorka 2018-200
na potwierdzenie, że to naprawdę stolica 😉
Majorka 2018-92
uroki Palmy – ciąg dalszy
Majorka 2018-144
niesamowity Artysta w centrum stolicy
Majorka 2018-145
w tle „Catedral de Mallorca

 

Majorka 2018-208

Przynajmniej będzie dodatkowy pretekst, by powrócić na tę piękną wyspę. Jako że na szybko, to już po nieco ponad dwóch godzinach byliśmy z powrotem w trasie, tym razem kierunek wschód – Calo des moro.
Czyli miejsce, które zwróciło naszą uwagę podczas planowania wyjazdu i rzeczywiście okazało się być miejscem niezwykłym, pomimo że akurat po dojechaniu na plażę chmury pokryły niebo niemal w całości. Zestawienie nadmorskiej zabudowy, urokliwych domków z surowością formacji skalnych kształtujących się tutaj od setek tysięcy lat w otoczeniu szmaragdowej wody zawsze budzi we mnie zachwyt i nie pozwala mi przejść obok takiego miejsca obojętnie. Polecam w tym miejscu spędzenie czasu zarówno na wyżej opisanej plaży, jak i po drugiej stronie na skałach przy plaży Cala s’Almunia  – gdzie główną atrakcją są skoki do wody prosto w wielki otwór we wnętrzu jeszcze większej skały. A miłośnikom nieco innych atrakcji polecam także zatrzymać się na chwilę pośród ogrodów pomiędzy tymi dwoma w/w miejscami.

Majorka 2018-227
Playa S’Almunia
Majorka 2018-258
Calo des Moro
20180508_161410
widok na plażę S’Almunia
20180508_161040
a tu już widoki ze wspomnianych ogrodów
Majorka 2018-285
takie tam z sesji…

Spędziliśmy trochę czasu na plaży, niestety bezowocnie wyczekując słońca ale za to w międzyczasie udało nam się zrobić małą sesję zdjęciową (efekty powyżej). W związku z niesprzyjającą aurą, w poszukiwaniu słońca wyruszyliśmy na jeszcze jedną plażę a raczej zespół plaż w Park Natural de Mondrago – po przyjeździe okazało się, że miejsce to jest równie, jeśli nie bardziej zachwycające, niż to poprzednie. Szczególnie polecam podejście od strony tego parkingu – parking od strony S’Amarador Beach. Spacer leśną ścieżką, w otoczeniu majestatycznych drzew, zza których przebija się nieśmiało morski horyzont a całość otulona majowym ćwierkaniem ptaków. W takim momentach tli się we mnie takie coś, a może by zostać w tym miejscu na dłużej, porzucić wszelkie dalsze plany penetracji wyspy, oddalić od siebie ten pęd z jednego miejsca, w kierunku kolejnego. Zastanawiam się wówczas czy ta gonitwa ma sens, gdzie jest jej kres, czy jest mi to potrzebne…? Wtem docieramy na wybrzeże. Bielutki piasek, gdzieniegdzie połyskujący złotymi odcieniami, niebiesko-szmaragdowy odcień wody tylko potęguje doznania wzrokowe a nad tym wszystkim wyrasta, jakby znikąd na samym środku zatoki średniej wielkości jacht, zakotwiczony jakby na pokaz, wizytówka tego miejsca – doprawdy wspaniała kompozycja naturalnego piękna przyrody i równie ładnego efektu działania człowieka. Niestety co dobre szybko się kończy a dodatkowo ten dzień wyjątkowo szybko się kurczył i nadszedł czas powrotu do naszego „Fawlty Towers” (przy okazji polecam ten brytyjski sitcom, nie tylko fanom talentu Johna Cleese’a).

20180508_171305
plaża S’Amarador
20180508_172753
i niesamowita zatoczka…

Wieczorne rozważania przy % przemilczę, więc to by było na tyle jeśli chodzi o dzień drugi 🙂

 

Dzień trzeci – na zakrętach życia

 

Kolejny dzień, kolejna podróż w nieznane. Tym razem na cel obraliśmy sobie zachód i północny zachód. Już wkrótce po minięciu Palmy widać jak odmienna jest ta część wyspy. Każdy kolejny pokonany kilometr drogi to kolejne metry w górę. Znacznie łatwiej dostrzec domki na zboczach gór, niżeli winnice rozciągające się po horyzont.

20180509_121215

Punkt pierwszy – Valldemossa (parking). W niemal mistycznej scenerii zatrzymaliśmy swoje auto na parkingu i ujrzeliśmy to wspaniałe miasteczko skryte pośród chmur, które mogliśmy niemal dotknąć. Cała ta aura nieco blednie niestety, gdy zaczynamy się przemieszczać wąskimi uliczkami, gdzie niemalże budynek w budynek powciskane są sklepiki z gadżetami, chińskimi pierdołami, kawiarnie, restauracje itp. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to miasteczko często odwiedzane przez turystów i każdy próbuje uszczknąć coś dla siebie, a zarządcy miasta chcą zmaksymalizować zyski z licznie odwiedzających to miejsce turystów. Jednakże uważam, że chociażby z uwagi na niewielki rozmiar miasteczka owych sklepików powinno być nieco mniej – ale może to tylko takie moje malkontenctwo 😉

Idąc dalej postanowiliśmy odwiedzić muzeum Chopina, mieszczące się w „Real Cartuja de Jesus de Nazaret”. Niby wszystko fajnie, 4 euro za osobę, cena ok ale jak się okazało wewnątrz, zakupiony bilet upoważnia do wstępu tylko do jednego zespołu pomieszczeń z tarasem a pozostałe 3? No są ale dostępne za dodatkową opłatą. Dosyć osobliwa sytuacja. Niemniej jednak sama wystawa listów, szkiców, pamiątek, rękopisów, obrazów w komnatach, w których Chopin spędził pewien okres swojego życia była bardzo interesująca a wisienką na torcie jest niesamowity widok z tarasu. Tego samego, po którym przed laty zapewne przechadzał się nasz Fryderyk.

20180509_121358
jedna z tych bardziej klimatycznych uliczek w Valldemossie
Majorka 2018-473
a takie widoki, ów Fryderyk miał na co dzień – no prawie takie 😉

 

Po pstryknięciu paru(dziesięciu) pamiątkowych zdjęć przyszedł czas na kawkę w jednej z licznych kawiarni. Niestety szybko przegonił nas silny wiatr i zbliżający się deszcz. Szybko więc ruszyliśmy do kolejnego punktu – Son Marroigparking bezpłatny.

20180509_135524

Majorka 2018-526

Zaraz po zejściu z parkingu naszym oczom ukazała się wspaniała panorama morza i gór. Tuż obok punktu widokowego jest coś na wzór muzeum, szczerze mówiąc nie do końca interesowało nas wnętrze budynku lecz to, co po drugiej stronie czyli malownicze ogrody i na samym końcu coś a’la kamienna altana z zabytkową kopułą i ciąg dalszy wspaniałych widoków – zdecydowanie warto się tu zatrzymać. Jeśli macie jeszcze 2-3h czasu warto wybrać się na spacer w dół, w kierunku restauracji Sa Foradada.

Majorka 2018-570

Majorka 2018-528
gdzieś tam, na końcu tej drogi mieści się wspomniana restauracja…

Po niekończącej się serii zdjęć nadszedł jednak czas, by zostawić Son Marroig za nami i ruszać do miejsca docelowego czyli Sa Calobraparking trochę ciasny i płatny.
Ten odcinek drogi to zdecydowanie najtrudniejszy i najbardziej męczący fragment podczas naszego zwiedzania Majorki. Niekończące się zakręty, podjazdy, zjazdy, wąskie drogi i peletony rowerzystów, sunące jeden za drugim, nierzadko z prędkością zbliżonej do mojej, prawie 30 km/h w górę, ponad 60 w dół. Nigdy w życiu nie widziałem tylu kolarzy jednocześnie. Oczy dokoła głowy i zapasowa para oczu w postaci moich pasażerów to nieodzowny zestaw. Technicznie może nie jest to najtrudniejsza trasa ale właśnie przez wspomnianych fanów dwóch kółek jest ona niezwykle wymagająca i angażująca Cię w całości.

20180509_150756
jeszcze ‚tylko’ 10 kilometrów 😉
20180509_151832
autokary też się mieszczą

Szczęśliwie po około 1,5 godziny jazdy dotarliśmy do portu. Pogoda na parkingu wspaniała, chmury się rozeszły, słoneczko świeci w pełnej krasie, pozostaje liczyć, że jeszcze woda w morzu będzie znośna… 10 min później po dotarciu do Torrent de Pareis czar znów prysł 🙂

20180509_171359
plaża w Sa Calobra
20180509_161608
‚wnętrze’ Torrent de Pareis

Słońce oddało pole chmurom, znów wzmógł się wiatr, woda i tutaj powodowała raczej szczypanie podskórne aniżeli przyjemne ochłodzenie. Sama plaża/kanion/wąwóz (niewłaściwe skreśl) przy pełnym zachmurzeniu też bardziej wyglądała na ‘zatokę umarłych’ otoczoną aurą tajemniczości, dzikości, niż wymarzone miejsce na spędzenie popołudnia nad morzem. Wobec tego wszystkiego został nam spacer po wąwozie, strzelenie sobie kolejnych fotek i powrót do domu. W sumie ponad 2h jazdy samochodem w jedną stronę, by spędzić kilkadziesiąt minut na plaży, coś pięknego!
No cóż, mimo wszystko uważam, że warto odwiedzić to miejsce chociażby z racji ogromu tego miejsca, olbrzymich formacji skalnych otaczających nas z każdej strony, do tego stopnia, iż stojąc tam wewnątrz można odnieść wrażenie jakbyśmy byli osaczeni w miejscu, z którego jedyne wyjście prowadzi przez morze. A wielkie otwory w skałach wyglądają tak, jakby przed chwilą miała tu miejsce jakaś bitwa tytanów/olbrzymów rodem z Avengersów 🙂  Aż chciałoby się móc zobaczyć to miejsce w pełnym słońcu. Kto wie, może Wam się uda… albo nam, następnym razem 🙂

Po długim i intensywnym dniu po głowach krążyły już tylko myśli o tym, co dziś przygotowali nam na kolację hotelowi kucharze.

Majorka 2018-640

 

Break-Time
 

Przy okazji może wspomnę co nieco o wyżywieniu w naszym hotelu. Wybraliśmy opcję z All-Inclusive. Za jedyne 10 euro więcej niż opcja bez wyżywienia, trudno więc było wybrać inaczej.
Pory śniadań zdecydowanie z myślą o lubiących zabalować Anglikach: 9-11 – trochę późno jeśli chce się wyruszyć gdzieś zaraz po śniadaniu. Oczywiście w MENU śniadaniowym nie mogło zabraknąć jajek pod każdą postacią, fasolki, kiełbasek czy bekonu ale także paru innych przysmaków. Niezbyt zróżnicowane ale ogólnie całkiem smaczne, każdy powinien znaleźć coś, co mu spasuje.
Obiad: 13-15 a w zasadzie do 18, bo można było spokojnie cały czas przychodzić i cały czas  było coś do zjedzenia. Dopiero właśnie około godzinę przed porą kolacji zamykano drzwi, by przygotować nowe zestawy.
Codziennie parę dań charakterystycznych dla danej kuchni. Nie zawsze było to coś wspaniałego ale myślę, że ludzi niewymagający luksusów znajdą coś dla siebie i będą zadowoleni tak, jak my byliśmy.
Kolacja: 19-21 jak to często bywa w hotelach, czasami podobne dania co na obiedzie lecz w nieco zmienionej formie, niemniej wciąż dobre jedzenie.
Podsumowując, wyżywienie na plus, z drobnymi wyjątkami. Na minus fakt, że bar alkoholowy otwarty tylko do godziny 20.

Dzień czwarty – u nas wszystko po staremu

 

Kolejny dzień, pobudka znów 8:30, mycie, śniadanie, pakowanie, 10:00 – wyjazd.
Tym razem na cel obraliśmy osławiony już Formentor (główny punkt widokowy) a później w planach był plażing na jednej z pobliskich plaż.

20180510_120148
Trasa dużo przyjemniejsza niż dnia poprzedniego, może poza ostatnim podjazdem, gdzie znów duża liczba rowerzystów (tym razem sporo z nich to tacy niedzielni kolarze), ludzi na skuterach i niezliczona ilość samochodów.
Po przedarciu się przez ten gąszcz docieramy na parking, gdzie Pan Parkingowy (parking bezpłatny) skutecznie dyrygował poczynaniami – zagubionych w tym harmidrze – kierowców.

Majorka 2018-692Majorka 2018-664
Lecz i tego dnia pogoda powiedziała stanowcze – nie! Chmury zaniosły większą część nieba, ponadto zawisły tuż ponad naszymi głowami. Zdecydowanie aura pogodowa nie sprzyjała nam podczas tegorocznej majówki. Jednak nie ma tego złego, przy takich warunkach również można uwiecznić niezwykłe piękno północnego wybrzeża.
Przy akompaniamencie strasznie przygnębiającej muzyki, wydobywającej się spod strun pana z gitarą spędziliśmy na szczycie może 20 minut, po czym podjęliśmy decyzję, by spróbować poszukać szczęścia i słońca(!) na Playa de Formentor. 
Po dojechaniu na parking zgodnie stwierdziliśmy, że chyba wreszcie się udało. Sprawnie rozłożyliśmy nasze sprzęty na plaży i… nasza radość rozmyła się jak zachmurzony horyzont.
Ponownie musieliśmy dać za wygraną pogodzie oraz mewom. Dlaczego im też? Otóż skubane patrolowały plażę z powietrza, jak samoloty zwiadowcze w poszukiwaniu jedzenia u niczego nie świadomych plażowiczów. Gdy już namierzyły obiekt, nadlatywały znienacka wyłapując w locie pożywnie z rąk zdezorientowanych ‘turistas’. Nie obyło się bez ofiar, jedną z nich padłem ja sam, gdy przestraszony krzykiem żony – gdy zobaczyła nadlatujące za moimi plecami ptaszysko – wyrzuciłem w piasek drożdżówkę – a była taka smaczna…  
Po tych wydarzeniach zapadła decyzja, że zwijamy manatki i wracamy na południe, może przy basenie będzie cieplej – nie było :]
I tak nadszedł nasz ostatni wieczór, smutny czas, bo to czas pakowania. Na szczęście na osłodę zostały zakupy pamiątek. Oczywiście magnesy, alkohole czy inne hiszpańskie przysmaki.
W tym miejscu warto wspomnieć, że wybierając się na Hiszpańskie wyspy fajnie jest wykupić bagaż rejestrowany (oczywiście jeżeli będzie on w rozsądnej cenie), by później móc zakupić alkohole (tańsze, bo częstokroć bez akcyzy) czy inne różności i bez obaw przewieźć je z powrotem do naszego kraju.

Majorka 2018-713
 

Dzień piąty – rozstania naszedł czas

 

W nasz ostatni dzień od razu założyliśmy, że będziemy starać się utrwalić naszą opaleniznę na przy basenowych leżakach. Jak co dzień na śniadaniu zameldowaliśmy się jako jedni z pierwszych, potem szybko założyć stroje i czas na hotelowy plażing. Jak na złość, bądź też, dzięki Bogu od samego rana słońce prażyło niemiłosiernie, na niebie żadnej chmurki, z każdą minutą żar z nieba lał się coraz mocniej, co rusz trzeba było wejść do wciąż dosyć zimnej wody w basenie, by dać nieco ukojenia naszym ciałom.
O 13 otwarto zjeżdżalnie, czas na zabawę! Idąc jednak powoli w górę, schodek po schodku po głowie kołatały się myśli – czy nie mogło być tak codziennie?
A no nie mogło…

Majorka chyba chce byśmy tu wrócili. I zapewne wrócimy, bowiem zostało jeszcze wiele do zobaczenia, a my nie lubimy kończyć w pół zdania.
Dlatego nie mówimy żegnaj, a do Zobaczenia

 

KOSZTY

 

Tradycyjnie już podaję koszty całego wyjazdu w przeliczeniu na jedną osobę. Pokoje w hotelu są tylko dwuosobowe, stąd tutaj nie udało się przyoszczędzić, pomimo iż była nas szóstka. Przy wynajmie auta zmuszeni byliśmy wziąć 2 pojazdy i koszty dzieliły się na 3 osoby. Podsumowując całość wyniosła mnie około 1621 zł – znów dużo, powiecie – i oczywiście macie rację ale jednak należy zwrócić uwagę, że koszty znacząco by zmalały, gdyby nie nieplanowana dopłata za brak karty kredytowej – prawie 200 zł mniej – oraz gdybyśmy nie robili zakupów pamiątkowych typu: alkohole, produkty regionalne – kolejne około 280 zł mniej.

Jak więc widać, jeśli planujecie tani wypad to spokojnie można zakręcić się w okolicach 1150 zł. Warto też podkreślić, że przy pobycie 7-dniowym koszty wzrosłyby średnio o 200 zł.

Transport (pociąg, autobus, przeloty): 298 zł
Noclegi: 503 zł
Wynajem samochodu (wypożyczenie, dod. opłata, paliwo): 62+196+149= 407 zł
Kieszonkowe: 413 zł

 

Przydatne linki:

https://mamagerka.pl/co-zobaczyc-na-majorce/
https://mamagerka.pl/co-zobaczyc-na-majorce-2/
https://www.blogglobtrotera.pl/palma-de-mallorca-el-arenal-megaluf-gdzie-na-majorke/
http://www.escape.holidaycheck.pl/europa/majorka-ktory-region-wybrac-porownanie-regionow-na-poludniu
http://www.majorkablog.pl/Atrakcje_na_Majorce.php
https://www.jakonatorobi.pl/jak-samodzielnie-zorganizowac-wyjazd-na-majorke-praktyczne-wskazowki/
http://www.majorka.co/plaże.html
http://www.majorkablog.pl/Plaze_na_majorce.php
http://www.escape.holidaycheck.pl/europa/5-najpiekniejszych-plaz-na-majorce

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close